rowerowa.eu  >   I Górska Rowerowa Pielgrzymka z Rzeszowa do Dębowca

  • Dzień I

    Nasze pielgrzymowanie rozpoczyna wspólna Eucharystia o godzinie 7.00 pod przewodnictwem ks. bp. Edwarda Białogłowskiego w kościele Księży Misjonarzy Saletynów w Rzeszowie. Uczestniczą w niej także pielgrzymi piesi, którzy równolegle z nami podążają na odpust do Dębowca. W grupie jest nas 10 osób, z czego 2 są skazane na powrót, naszym przewodnikiem i duszpasterzem jest ks. Andrzej Rozum, proboszcz z Olsztyna. Z Piotrkiem żegnamy się już na przedmieściach (siły wyższe – kampania wrześniowa…). Trasa jest wyznaczona zgodnie z założeniem minimum asfaltu i maksimum kolarstwa górskiego :) Trasa biegnie przez wszystkim znany Przylasek, gdzie przystępujemy do odchudzenia roweru jednej z naszych koleżanek - Kasi, konfiskacie ulegają: błotniki (oczywiście Hi – Ten), bagażnik, stopka i wszelkie oświetlenie. W efekcie z kulturalnej damki powstaje hardcore'owa maszyna do eksploracji górskich bezdroży. Po uzupełnieniu zapasów "czystej wody", krótkim poznaniu i dziesiątku różańca ruszamy w dalszą drogę w kierunku Patrii – najwyższego wzniesienia Pogórza Dynowskiego. Już na zjeździe zaraz za Przylaskiem ma miejsce pierwsza tragedia, Rafał dachuje i traci siodło (piękne Selle Italia, aż serce ściska…), kilka kilometrów dalej druga tragedia, Paweł łamie sztycę i musi zjechać ze szlaku, skąd zostaje zawieziony przez Grzesia (naszego nieocenionego kierowcę) do najbliższego sklepu rowerowego i później na miejsce spoczynku. W połowie drogi żegnamy się z Rafałem, a także z Kubą i Kasią, których z trasy zabiera Grzesiu, Kasia jadąc do Rzeszowa wyraża swój podziw i zachwyt dla naszej pielgrzymki: "oni mogą sobie tak jeździć, ja mam męża i dzieci, JA MAM DLA KOGO ŻYĆ". Po pożegnaniach jedziemy do Brzozowa (odwiedzamy tam naszego kolegę, kompana wcześniejszych wypraw – Looka, w WSD Ojców Jezuitów), a później na nocleg do willi Jezuitów w Orzechówce, gdzie czeka na nas wielki gar gorącego lecza przygotowanego przez Iwonkę, naszą "kucharkę" i Pawła. Na miejscu jesteśmy ok. 19.00, po kolacji szybka kąpiel, modlitwa wieczorna, serwis (w ruch idzie klej do metalu) i tak upragniony sen.

  • Dzień II

    Pobudka o 6.30, Eucharystia o 7.00, później śniadanie i wyjazd. Wg x Andrzeja dzień "lightowy" tylko po płaskim, później okazuje się, że płaski znaczy mnóstwo technicznych podjazdów gdzie nawet piechur nie wytrzymałby stromizny. Na pierwszym podjeździe Monika (jedyna kobieta, która odważyła się kontynuować jazdę) łapie gumę. Dojeżdżamy przed czasem do miejscowości, gdzie x Andrzej wpada na wspaniały pomysł szukania nowej trasy, gdyż wytyczona jest zbyt równa i krótka - oprócz mnóstwa błota i wielokrotnego pytania się tubylców o drogę obywa się bez ofiar śmiertelnych. W międzyczasie trafiamy na trasę, na której odbywały się ostatnio zawody MTB w pobliżu Polanicy. Dalsza część wyprawy wiedzie korytem Wisłoka później jeden podjazd i podnoszący nasze, już tak niskie, morale zjazd do Jaślisk. Pod sklep podjeżdża dostawczy polonez, z paki wysypują się rowery i ich jeźdźcy, wygląda jak by ich było około setki, profesjonalny sprzęt i wygląd, myślimy, że chcą nagrywać krankeda, okazuje się, że jest to czwórka wspaniałych z Gorlic, którzy przyłączają się do naszej wyprawy. Nocleg mamy zapewniony w gospodarstwie agroturystycznym, już na wstępie spotykamy się z dużą życzliwością gospodarzy. Po przyjeździe mycie (oczywiście rowerów), oraz wielkie smarowanie. Jesteśmy rozpieszczani przez Iwonkę i Grzesia, gdyż na kolację dostajemy panierowaną pierś z kurczaka z ryżem i sałatką z kapusty pekińskiej. Podczas gdy wszyscy kąpią się i odpoczywają, Patryk (nasz serwisant) do późna zajmuje się naprawianiem rowerów tamtejszych dzieci. Około 10.00 wieczorna modlitwa pod zamkniętym kościołem i zapoznanie się z nowymi pielgrzymami.

  • Dzień III

    Pobudka, jak zwykle za wcześnie rano, Msza o 7.00, śniadanie i wyjazd, trasa biegnie wzdłuż granicy Słowackiej do Barwinka, później Kotanii i w konsekwencji do Desznicy. Wyruszamy w 9 osób, na trasie ma dołączyć do nas Paweł. Piękne tereny i strome podjazdy, najwyższy szczyt – Kamień 652 m.n.p.m. a następnie sześciokilometrowy, najpiękniejszy w naszym życiu zjazd. Niestety cena dość wysoka, lądujemy na Słowacji, bez paszportów, skąd czeka nas długi podjazd z powrotem, jak się później okazało szlak zgubiliśmy już na samym początku zjazdu. Zapasy wody na wyczerpaniu, a do najbliższego sklepu 15 km szlakiem wzdłuż granicy, każdy potencjalny zbiornik wodny jest szczegółowo badany, ale niestety oprócz błota i kijanek nie znajdujemy nic zdatnego do picia. Ostatnie 3 km nie do zniesienia, więcej noszenia niż jeżdżenia, a do tego gubi się Paweł. W Barwinku, na stacji benzynowej spotykamy Iwonkę i Grzesia, uzupełniamy straty płynów w organizmie i próbujemy skontaktować się z Pawłem. Andrzej szykuje akcje ratowniczą, ale na szczęście, godzinę później zguba daje znać gdzie jest. Dzięki pomocy napotkanego Anioła Paweł dociera do głównej drogi, ogromnie wykończony i zdenerwowany dalszą trasę pokonuje samochodem, a my zmęczeni trzema dniami zmagań jedziemy dalej żółtym szlakiem, grupa z Gorlic wybiera niebieski – dłuższy i trudniejszy. Jesteśmy zmęczeni i każdy pretekst do zejścia z roweru jest dobry, Andrzej leży "nieżywy" na drodze, a reszta próbuje utrzymać pozycję siedzącą, pierwszy raz odmawiamy cały różaniec na jednym postoju:). Szlak bardzo malowniczy, nadgarstki nie wytrzymują, wszystko boli. W Kotanii Patryk ma kryzys, nie chce jechać dalej jednak ciastka od Moniki przywracają mu chęć do życia. Kilkanaście minut jazdy i bardzo szybki, asfaltowy zjazd do Desznicy. Zjawiamy się za wcześnie i obiad w polu. Warto było czekać, na talerzu olbrzymie ilości potrawki z kurczaka z pieczarkami i cebulką, palce lizać. Później kąpiel, w zimnej wodzie, ścielenie łóżek i modlitwa pod kościołem, rozmowa na temat dzisiejszego dnia i całej pielgrzymki. Idziemy spać dziękując Bogu, że to już przedostatni dzień. ;)

  • Dzień IV

    Pobudka jeszcze wcześniej niż poprzednio, bo przed nami kawał drogi do Dębowca. Pyszne śniadanko, okazuje się, że ciuchy pozostawione na dworze do wyschnięcia są jeszcze bardziej mokre niż po praniu. Ubranie ich powoduje, że każdy podmuch wiatru przywołuje na myśl Grenlandię. Kilka niewielkich wzniesień, asfalt i upragniony Dębowiec. Niestety jesteśmy pół godziny przed czasem i Andrzej pragnie nam pokazać okolice. Na miejsce spotkania z pieszą pielgrzymką wjeżdżamy na chwilę przed nią. Na stadionie dmuchanie baloników i przystrajanie rowerów. Później triumfalny wjazd na czele pielgrzymów z Rzeszowa. Szukamy miejsca przy ołtarzu, niemiłosierne słońce doskwiera nam przez całą Eucharystię, ale jesteśmy szczęśliwi, że możemy tam być.

    Bilans

    - przejechanych 250 km,

    - 100000 obrotów każdego koła,

    - ok. 10 przebitych dętek, złamana sztyca, zepsute siodło,

    - wypitych ok. 300 litrów napojów i wody z czego wypoconych ok. 100,

    - zjedzonych 20 kg jedzenia, 10 kg czekolady i niezliczone ilości tubek skondensowanego mleka,

    - 0 rannych i poturbowanych (skuteczność modlitwy o zachowanie życia - 100%).

Wspierają nas

  • panmaterac.pl
  • www.poslaniec.com
  • www.pielgrzymki.neT

Parafia Matki Boskiej Saletyńskiej w Rzeszowie
ul. Dąbrowskiego 71, 35-036 Rzeszów
www.lasalette.pl